poniedziałek, 25 czerwca 2012

1. Prolog

Dzisiaj jest ten dzień.

Właśnie dzisiaj mija trzynasty dzień lipca, kiedy to do Polski, po raz trzeci miał przyjechać zespół, który uwielbiam - Black Veil Brides. Od rana nie mogłam się doczekać. To będzie już mój piąty koncert, a ja za każdym razem zachowuję się tak samo.

Sprawdziłam jeszcze raz, czy mam wszystko. Portfel z dowodem, który pokazywał, że ukończyłam 19 rok życia, okulary przeciwsłoneczne, najnowszego Rocksound’a z podobizną Andy’ego na okładce, i najważniejsze – Bilet. Uśmiechając się, sięgnęłam po iPhone’a. Na wyświetlaczu pojawiła mi się, napisana czcionką Apple’a data wskazująca na dzień, który miał być jednym z najlepszych. Czułam to, po prostu. Może było to dziwne, ale jeszcze nigdy nie czułam się tak jak dzisiaj. Wiedziałam, że dzisiaj stanie się coś, co zmieni moje życie.

Zadzwoniłam po moją przyjaciółkę, Paulę z którą miałyśmy jechać do Warszawy i po taksówkę, aby zabrała nas na dworzec. Pożegnałam się z mamą i wyszłam przed dom. Za chwilę doszła Paula i jeszcze przez pięć minut czekałyśmy na taksówkę. Mogłyśmy pojechać z rodzicami, ale nie było takiej potrzeby.

Na dworcu widziałyśmy jeszcze parę osób, które jechały na ten koncert, a w przedziale jechała z nami dziewczyna - Megan , którą mimo, że z nią nie rozmawiałam, bardzo dobrze znałam, głównie z facebooka. Robiłyśmy to samo, promowałyśmy Black Veil Brides w Polsce, chociaż nigdy jeszcze nie zaszłyśmy sobie drogi. Każda robiła to, co jej się podobało. Chyba mnie poznała, bo uśmiechnęła się, ale był to raczej udawany uśmiech, na pokaz. Wiem, że mnie nie lubiła. Była zazdrosna, o to, że tak wiele osób mnie lubi. Nie wiem, dlaczego. Przecież nie błagałam ich na kolanach, żeby się ze mną zadawali. Po prostu woleli mnie, a ja nie mogłam temu zaradzić.

Wysiadłyśmy z pociągu trzy godziny przed rozpoczęciem koncertu. Mogłyśmy iść pozwiedzać miasto, ale obie zgodnie stwierdziłyśmy, że pójdziemy pod klub. Po drodze spotkałyśmy paru znajomych, których znamy przez zloty fanów i inne rzeczy. Kiedy podeszłyśmy pod klub stwierdziłyśmy, że pójdziemy kupić niezbędnik koncertowy, czyli piwo i papierosy. Nie palę nałogowo, tak samo z piciem, ale mogę się założyć, że każdy kto wtedy stał koło mnie miał chociaż jedną z tych rzeczy. Kiedy kupiłyśmy obie te rzeczy poszłyśmy na swoje stałe miejsce, czyli przed drzwiami klubu. Nikt już tam nie stoi, chyba, że jest pierwszy raz. Wiedzą, że to są nasze miejsca i nie chcą mieć problemów.

(…)

Koncert był wspaniały, jak zwykle zresztą. Potem, jak prawie zawsze chłopcy wyszli do ludzi na meeting. Wszyscy czekali na nich, przy przygotowanym stoliku z plakatami, zdjęciami i markerami. Paula już tam stała, ja jeszcze poszłam do sklepu po coś do picia, tym razem nie procentowego. Wracając widziałam wielki tłum osób, i wiedziałam że już tam nie dojdę. Przyjrzałam się dokładniej i zobaczyłam, że są wszyscy oprócz Andy’ego. Zawiedziona ruszyłam się w tamtym kierunku kiedy z klubu nagle ktoś wyszedł. To był on. Uśmiechnęłam się, poprawiłam włosy, i szybko do niego podbiegłam ! Zapytałam się, czy podpisze mi się na Rocksoundzie. On popatrzył na mnie, zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.




____

Mam nadzieję, że dobrze jak na początek.
Zapraszam na kolejny, pierwszy rozdział, który pojawi się już niedługo.

Autorka:

~ S. ♥