poniedziałek, 9 lipca 2012

3. This is our sweet blasphemy.

Muszę powiedzieć, że ten list całkiem mnie zszokował. Nigdy, mówiąc całkowicie szczerze nie pomyślałam, że coś takiego może mi się przydarzyć. Bo niby dlaczego? Z jakiej racji nie wykraczająca poza normy fanka miałaby dostać takie wyróżnienie? Postanowiłam już o tym nie myśleć, tylko zacząć cieszyć się tymi cudownymi chwilami. Wtedy zauważyłam, że Ash cały czas nade mną stoi. Popatrzyłam na niego. Był wyższy, ale nie bardzo. Nie było między nami takiej różnicy, jak przy mnie i Andy’m.

- Mam nadzieję, że wiesz co robisz i pamiętaj, że jeśli ten wyrywacz panieniek ci się znudzi zawsze możesz do mnie przyjść. – zdziwiła mnie ta wypowiedź tak, że nie mogłam nic z siebie wydobyć. Żadnego dźwięku. Po chwili zrozumiałam dlaczego to powiedział. No tak, Andy przecież miał dziewczynę. ‘Typowa gwiazda… Dziewczyna na końcu świata, więc może sobie wyrwać pierwszą lepszą, która na niego poleci’ pomyślałam i chyba było widać, że posmutniałam bo Ash znowu zaczął mówić. – hej , nie martw się tak… Przecież nie zabiorę cię siłą. A jeśli przejmujesz się nim, jeśli cię wybrał, to nie tylko dla zabawy. – Poprawiło mi się po jego słowach. Nie sądziłam, że będzie próbował mnie pocieszyć. Przecież byłam dla niego całkiem obcą osobą. Jak tysiące innych, zgromadzonych całkiem blisko nas.

- Czemu to robisz ? – spytałam marszcząc lekko oczy. Patrząc się w górę słońce, jakby specjalnie świeciło w moją stronę.

- Hmm… - chyba wiedział, że słońce jest nie do zniesienia bo odszedł ze mną na bok i usiadł na krawężniku gestem pokazując żebym zrobiła to samo – sam nie wiem. Dawno nie widziałem, żeby Andy tak się patrzył na jakąś dziewczynę. Nawet na swoją obecną. A jeśli zmartwiło cię to określenie, to przepraszam. On nie jest taki. Poza tym szczerze mówiąc nie układa im się ostatnio, więc dobrze, że cię poznał. – słuchałam tego i jestem pewna, że mówił prawdę. To bardzo miło z jego strony więc zaczęłam się uśmiechać. Nie wiedziałam że Andy i Juliet przeżywają kryzys, ale to chyba było wiadome skoro zaczął interesować się mną. Swoją drogą dalej nie mogłam w to uwierzyć, ale chyba powoli to już do mnie dochodziło.

- A tak właściwie jeśli rozmawiamy o Andy’m, to gdzie on właściwie jest ? – nie musiałam o to pytać, bo kończąc to zdanie zauważyłam go rozmawiającego z… moją mamą ! Chciałam tam podejść, ale wstając Ash złapał mnie za ramię mówiąc, żebym była spokojna, bo on wie co robi. Pewnie wtedy przy innych o tym rozmawiali. Andy chciał, żebym była zajęta czymś innym. Nawet na to nie wpadłam, aż do tej pory. Wyobraziłam sobie zdenerwowane na mnie fanki, które nie mogły porozmawiać z Ash’em i z Andy’m z mojego powodu. Nie będę miała tego im za złe. Sama bym tak zrobiła. Przecież to odebranie prawdopodobnie jedynej szansy. Odwróciłam się odruchowo w ich stronę i zobaczyłam jedną patrzącą z nienawiścią wprost na mnie. Znam ją z facebooka, ale jeszcze nigdy nie miałam okazji z nią porozmawiać. ‘I chyba nie będę miała’ pomyślałam. Mój towarzysz chyba pomyślał o tym samym bo przeprosił mnie i poszedł do reszty robić to, co miał za zadanie. Rozumiałam to, przecież to była jego praca. Parę osób podeszło do mnie, cały czas pytając o to samo. ‘Jak ci się udało porozmawiać z nimi na osobności?!’, albo ‘Skąd ich znasz?!’…

Po około dwudziestu minutach zobaczyłam, jak rozmowa z moją mamą dobiega końca, patrzy się na mnie z szerokim uśmiechem, wsiada do czerwonego Chevrolet’a i odjeżdża. W między czasie Andy dostaje telefon więc staje w miejscu i mówi coś energicznie do słuchawki. Domyślam się, że rozmawia właśnie z Juliet. Stoi na tyle blisko, że mogę usłyszeć co mówi. ‘Chyba wszystko wyjaśnione. Nie mamy o czym rozmawiać.’ Chwilę stoi cicho słuchając głosu w telefonie, a za chwilę kontynuuje swoją przemowę. ‘Juliet mówiłem ci. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Jestem zajęty.’ Energicznie włożył telefon do tylnej kieszeni swoich czarnych spodni. Wolnym krokiem podszedł do mnie, wyciągnął rękę w moją stronę, aby pomóc mi wstać i pokazał mi swoje białe, proste zęby.

- Czas wolny masz już załatwiony, więc teraz może dalsza część mojej obietnicy ? – nie przestawał się uśmiechać, a ja nie przestawałam rozpływać się od środka. Nie chciałam, aby ta chwila się kończyła. Najchętniej stałabym tam z nim do końca życia, chociaż wiedziałam, że nie mogę.

- Masz na myśli spacer czy coś więcej ?- Teraz ja się uśmiechnęłam. Niemal na pamięć znałam treść tego liściku od niego. Na wszelki wypadek schowałam go sobie wcześniej do portfela, aby mieć pewność, że nigdzie mi nie wyleci.

- Jak na razie spacer… A masz na coś ochotę? – Pierwszy raz od początku naszego spotkania popatrzył mi prosto w oczy i już wiedziałam, o co chodzi Ash’owi. Rzeczywiście nawet na wspólnych zdjęciach z Juliet nigdy na nią nie patrzył tak, jak w tej chwili na mnie. Poszliśmy na spacer. Było bardzo miło, cały czas albo mnie obejmował, albo trzymaliśmy się za ręce. Po około pół godziny chodzenia usiedliśmy na ławce. Nie podejrzewałam tego, co miało się stać za parę minut. Siedzieliśmy przytuleni, aż w końcu ochroniarz powiedział, że czas jechać do Pragi. Poczułam nagłe ukłucie wewnątrz. Wiedziałam, że zaraz będziemy musieli się pożegnać ale nie to było najgorsze. Szliśmy w stronę klubu, aż nagle ktoś przed nas wybiegł. Nie pamiętam dokładne twarzy, ale była to kobieta. Trzymała coś w ręce, a zawartość puszki, którą się okazała wylała na mnie i zaczęła uciekać. Na szczęście ochrona ją złapała, a ja stałam osłupiała, nie mogąc nic z siebie wydobyć. Mikstura śmierdziała okropnie. Było to pomieszanie napoju energetyzującego, wódki i piwa. Prawdopodobnie wszystkiego, co mieli. Wiedziałam od razu, że była to robota tej dziewczyny, która wcześniej przy klubie zabijała mnie wzrokiem. Nie miałam ubrań na zmianę, a jeszcze czekała mnie podróż do domu.

Podeszliśmy pod Torbusa, ale prawdę mówiąc ja stałam i patrzyłam się w przestrzeń. Nie wiedziałam czy kiedykolwiek jeszcze się spotkamy, a tego chyba bym nie przeżyła. Wolałabym nigdy go nie spotkać. W dodatku cała śmierdziałam od tego płynu, jakkolwiek można to było nazwać. Staliśmy w uścisku jeszcze parę minut, aż obsługa zdążyła wszystko spakować. Ich manager podszedł do Andy’ego i powiedział mu żebyśmy wchodzili. Ale zaraz... ‘WCHODZILI?!’ . Popatrzyłam znacząco na niego, czekając na wyjaśnienia.

- Nie chciałem ci mówić. To miała być niespodzianka … - lekko zmieszał się Andy ale od razu się uśmiechnął, a to wszystko wyjaśniło.

- Czyli wiedzieli wszyscy oprócz mnie ? – nie chciałam ustępować z tonu, ale przy nim było to zbyt trudne. Nie czekając na resztę wyjaśnień weszłam do środka udając się na górę, aby przebrać się w koszulkę Andy’ego. Prago, nadchodzę !

____
Do napisania !
~ S. ♥

wtorek, 3 lipca 2012

2. You always want the one that you can't have.

Zapytałam, czy podpisze mi się na Rocksoundzie. On popatrzył na mnie, zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.
***

-Hmm , jasne – odpowiedział i włożył ręce do kieszeni,szukając czegoś- ale poczekaj, bo nie mam tutaj markera, muszę iść do tourbusa.Albo wiesz co? Chodź ze mną, nie będziesz przecież tak tutaj stała.

Pomyślałam sobie, że w tym momencie on ze mnie żartuje.Czemu niby miałabym z nim iść gdziekolwiek? Przecież jestem tylko fanką, jedną z tysięcy. Z tego co wiem, nikt niczego takiego nie robi, więc czemu ja?Jednak, była to propozycja nie do odrzucenia, więc uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę wąskiej uliczki, na której był zaparkowany wielki bus zwany trasowym.Andy wszedł pierwszy, a ja zatrzymałam się przy wejściu. Chyba się zorientował,bo odwrócił się w moją stronę.

- Czemu nie wchodzisz? – zapytał unosząc brwi lekko ku górze

- Chyba temu panu to się nie spodoba- odpowiedziałam patrząc na mężczyznę w średnim wieku, który mnie obserwował. To był chyba kierowca.Andy lekko się zaśmiał, powiedział mu coś po cichu, a mężczyzna odszedł, mówiąc coś pod nosem.

- Teraz już chyba możesz?- widać, że był rozbawiony całą tą sytuacją. Nie mógł powstrzymać się od śmiechu, ale ja byłam poważna. Pierwszy raz byłam w takim miejscu. Pojazd był dwupiętrowy, parter, jeśli można to tak nazwać, zawierał miejsce dla kierowcy, coś, co przypominało korytarz, z fotelami bo obu stronach i wielką plazmą na ścianie. Zasłona, za którą można było znaleźć resztę pomieszczenia, z łazienką, kuchnią i jadalnią. Na górze,można przypuszczać, znajdowały się pokoje poszczególnych członków zespołu.Czułam się nieswojo stojąc tam, ale było to przyjemne. Nigdy nie sądziłam, że będę w takim czymś stać, a co dopiero sam na sam z wokalistą mojego ulubionego zespołu. Jeszcze przez dłuższy czas grzebał gdzieś w poszukiwaniu markera, w pewnym momencie odwrócił się i zasugerował, żebym sobie usiadła. Fotele były niesamowicie miękkie. Chyba musieli tam często siedzieć, bo pachniały męskimi perfumami, ich zapach był przyjemny. Po krótkiej chwili Andy przyszedł z markerem i jego markowym uśmiechem na twarzy. Szczerze, nigdy, na żadnym koncercie nie widziałam, żeby tak długo się uśmiechał.

- To gdzie chcesz autograf? – zapytał i uniósł marker lekko w górze, jakby chciał pokazać, że wreszcie go ma. Nie spuszczał ze mnie wzroku,zaczęłam się zastanawiać, czy jest ze mną coś nie tak, a raczej z moim wyglądem. Po chwili już się tym nie przejmowałam, bo usiadł obok mnie, na drugim fotelu. Nawet nie wiedziałam kiedy zaczęłam się uśmiechać. Szybko wyciągnęłam gazetę i dałam mu ją, aby się podpisał. Napisał coś, co przynajmniej przypominało jego imię i oddał mi. Chwilę rozmawialiśmy, ale mój telefon wszystko popsuł, a przynajmniej zrobiła to Paula. „Gdzie jesteś? Zniknęłaś mi” . Odpisałam jej, że jestem w toalecie i odłożyłam iPhone’a na stół.

- A może pójdziemy do reszty? Robi się późno, a chciałabymmieć zdjęcia i autografy nie tylko z tobą.– Miałam nadzieję, że się nie obraził,ale jak można było zobaczyć nie był zadowolony z tego pomysłu. Wyszliśmy przezbusa, Andy odprowadził mnie pod resztę, dał im kawałek jakiegoś papieru,powiedział im coś i poszedł. Pierwszy podszedł do mnie CC, zaczął pytać się oróżne dziwne rzeczy, nie wiedziałam zupełnie po co mu to. Potem po kolei Ash,Jake i na końcu Jinxx. Po tym podszedł Ash i dał mi tą kartkę, którą wcześniejwręczył mu Andy. Otworzyłam ją i zaczęłam czytać:

„ Poszedłem Ci załatwić więcej wolnego czasu Weźmiesz autografy, zrobisz zdjęcia, a potem może wybierzemy się razem do parku… a może coś więcej? Mam nadzieję, że odpowiada Citaki plan. Spotkajmy się o 19 pod schodami do klubu.

~ A. "
___
Nie wiem, czy chcecie, abym pisała Wam na górze przypomnienie ostatniego rozdziału. Odsyłam Was do komentarzy, abyście napisali co o tym sądzicie.

Na razie nic jeszcze specjalnego się nie dzieje, bo chcę to wszystko rozkręcić, ale mam parę pomysłów, które muszę tylko wpleść w to opowiadanie.

Mam nadzieję, że już niebawem będę mogła podzielić się z Wami nowym rozdziałem.
~ S.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

1. Prolog

Dzisiaj jest ten dzień.

Właśnie dzisiaj mija trzynasty dzień lipca, kiedy to do Polski, po raz trzeci miał przyjechać zespół, który uwielbiam - Black Veil Brides. Od rana nie mogłam się doczekać. To będzie już mój piąty koncert, a ja za każdym razem zachowuję się tak samo.

Sprawdziłam jeszcze raz, czy mam wszystko. Portfel z dowodem, który pokazywał, że ukończyłam 19 rok życia, okulary przeciwsłoneczne, najnowszego Rocksound’a z podobizną Andy’ego na okładce, i najważniejsze – Bilet. Uśmiechając się, sięgnęłam po iPhone’a. Na wyświetlaczu pojawiła mi się, napisana czcionką Apple’a data wskazująca na dzień, który miał być jednym z najlepszych. Czułam to, po prostu. Może było to dziwne, ale jeszcze nigdy nie czułam się tak jak dzisiaj. Wiedziałam, że dzisiaj stanie się coś, co zmieni moje życie.

Zadzwoniłam po moją przyjaciółkę, Paulę z którą miałyśmy jechać do Warszawy i po taksówkę, aby zabrała nas na dworzec. Pożegnałam się z mamą i wyszłam przed dom. Za chwilę doszła Paula i jeszcze przez pięć minut czekałyśmy na taksówkę. Mogłyśmy pojechać z rodzicami, ale nie było takiej potrzeby.

Na dworcu widziałyśmy jeszcze parę osób, które jechały na ten koncert, a w przedziale jechała z nami dziewczyna - Megan , którą mimo, że z nią nie rozmawiałam, bardzo dobrze znałam, głównie z facebooka. Robiłyśmy to samo, promowałyśmy Black Veil Brides w Polsce, chociaż nigdy jeszcze nie zaszłyśmy sobie drogi. Każda robiła to, co jej się podobało. Chyba mnie poznała, bo uśmiechnęła się, ale był to raczej udawany uśmiech, na pokaz. Wiem, że mnie nie lubiła. Była zazdrosna, o to, że tak wiele osób mnie lubi. Nie wiem, dlaczego. Przecież nie błagałam ich na kolanach, żeby się ze mną zadawali. Po prostu woleli mnie, a ja nie mogłam temu zaradzić.

Wysiadłyśmy z pociągu trzy godziny przed rozpoczęciem koncertu. Mogłyśmy iść pozwiedzać miasto, ale obie zgodnie stwierdziłyśmy, że pójdziemy pod klub. Po drodze spotkałyśmy paru znajomych, których znamy przez zloty fanów i inne rzeczy. Kiedy podeszłyśmy pod klub stwierdziłyśmy, że pójdziemy kupić niezbędnik koncertowy, czyli piwo i papierosy. Nie palę nałogowo, tak samo z piciem, ale mogę się założyć, że każdy kto wtedy stał koło mnie miał chociaż jedną z tych rzeczy. Kiedy kupiłyśmy obie te rzeczy poszłyśmy na swoje stałe miejsce, czyli przed drzwiami klubu. Nikt już tam nie stoi, chyba, że jest pierwszy raz. Wiedzą, że to są nasze miejsca i nie chcą mieć problemów.

(…)

Koncert był wspaniały, jak zwykle zresztą. Potem, jak prawie zawsze chłopcy wyszli do ludzi na meeting. Wszyscy czekali na nich, przy przygotowanym stoliku z plakatami, zdjęciami i markerami. Paula już tam stała, ja jeszcze poszłam do sklepu po coś do picia, tym razem nie procentowego. Wracając widziałam wielki tłum osób, i wiedziałam że już tam nie dojdę. Przyjrzałam się dokładniej i zobaczyłam, że są wszyscy oprócz Andy’ego. Zawiedziona ruszyłam się w tamtym kierunku kiedy z klubu nagle ktoś wyszedł. To był on. Uśmiechnęłam się, poprawiłam włosy, i szybko do niego podbiegłam ! Zapytałam się, czy podpisze mi się na Rocksoundzie. On popatrzył na mnie, zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.




____

Mam nadzieję, że dobrze jak na początek.
Zapraszam na kolejny, pierwszy rozdział, który pojawi się już niedługo.

Autorka:

~ S. ♥